ZA GÓRAMI, ZA LASAMI…

WYWIADY Autor:

Od dziś mamy lato! Czas wylegiwania się na zielonej trawce, wygrzewania na słońcu, przygód, szaleństw i … festiwali. Jest ich tak wiele, że nie wiecie, na który się zdecydować? A myśleliście, żeby zrobić własny? Jarek Pypno pomyślał i zorganizował Skowronkowy Jarzmin, który w tym roku miał już drugą edycję.

Paula: Czym jest Skowronkowy Jarzmin?

Jarek: To festiwal, który odbywa się w górach, konkretnie w Zawoi pod Babią Górą. Scenę stanowi wielka, drewniana strzecha otoczona łąkami, lasami i wzgórzem, które tworzy bardzo fajne warunki koncertowo-akustyczne, taki naturalny amfiteatr. Festiwal ma atmosferę jednego wielkiego ogniska. Przyjeżdżają tryskający energią, pozytywni, kulturalni ludzie. Wielu z nich zabiera własne instrumenty i gra przez 2-3 dni niemalże bez przerwy, czy to na etnicznych bębnach, czy na gitarach. Prowadzą jam session, uczą muzyki innych. Oni tworzą ten klimat. Wszyscy się bratają i często zupełnie różne osobowości o odmiennych zainteresowaniach przez parę dni tworzą jeden organizm, który celebruje noce przy muzyce, ogniu i na łonie natury.

Czemu zdecydowałeś się na organizację festiwalu właśnie w Zawoi, a nie na przykład w Krakowie, gdzie mieszkasz?

Tam się tworzy po prostu niebywała atmosfera. Ludzie łączą się z przyrodą, czego tak naprawdę każdy z nas potrzebuje.

Widzisz zapotrzebowanie na takie festiwale na tych swoich rodzinnych terenach pod Babią Górą?

Zapotrzebowanie zawsze można stworzyć (śmiech). Ale tak, widzę zapotrzebowanie, bo imprezy, jakie się tu w większości odbywają, są przesiąknięte folklorem i mają charakter góralski, mocno związany z kulturą regionalną i ludową. My skupiamy się na czymś innym, na kulturze alternatywnej i nawet jeśli prezentujemy folk, to jest to folk w zupełnie innym wydaniu.

To trochę niestandardowy festiwal, bo jest organizowany oddolnie, tworzysz go ty i paru twoich kolegów.

Festiwal organizowany jest przez lokalnych muzyków, którzy postanowili wykorzystać sprzyjające okoliczności i istniejącą zabudowę po to, aby stworzyć imprezę na łonie natury. Zorganizowaliśmy ją także dzięki wsparciu lokalnych instytucji takich jak Babiogórskie Centrum Kultury, które sprzyja oddolnym i wzbogacającym ofertę kulturalną inicjatywom.

Jak uzyskać wsparcie takich instytucji?

Każda z nich ma określone pole działania, więc albo trzeba im pokazać, że się wpisuje w to pole, albo, co wydaje mi się trudniejsze, pokazać odmienność i innowacyjność swojej idei, musi być ona jednak w tym momencie bardzo przekonująca.

Jak to się stało, że ta idea przekuła się w działanie? Często jest tak, że budzimy się z jakimś pomysłem – „tak, zróbmy festiwal”, a potem to się gdzieś rozłazi…

Z pierwszą edycją było tak, że w pewnym momencie idea niemal zamarła, po czym ze zwykłych towarzyskich rozmów wynikło, że jest tylu chętnych, żeby tam zagrać i tą imprezę współtworzyć, że aż wstyd było tego nie zrobić.

Jak przebiega proces organizacji festiwalu od początku do końca?

U nas pierwszą rzeczą zazwyczaj jest kontakt z zespołami. Poszukujemy zespołów, które się wyróżniają, grają niestandardowo. Na Skowronkowym jest zarówno mocna gitarowa muzyka, jak i bardziej eksperymentalna, psychodeliczna, też współczesne oblicza folku. Szukamy muzyki, która łamie konwencje, chcemy pokazywać, jak różne są sposoby wyrazu. Nie chcemy, żeby na Jarzminie grały zespoły, których riffy słyszeliśmy już milion razy.

Ok, a dalej?

Jest to pytanie o tyle trudne, że po pierwszej edycji festiwalu część rzeczy jest już przygotowana i niemalże z góry pewna.

Jakie to rzeczy na przykład?

Takie jak wsparcie lokalnej instytucji kultury, jak samo posiadanie materiałów do stworzenia całego zaplecza.

Jakie elementy są najtrudniejsze w organizacji takiego festiwalu?

Festiwale plenerowe są troszeczkę loterią ze względu na warunki pogodowe, które mogą zupełnie nie sprzyjać i wtedy nawet najlepiej zorganizowany festiwal może się zupełnie nie udać. Najwięcej trudności nastręcza czekanie na odpowiedzi ludzi, od których chciałbyś uzyskać wsparcie. Jest duża trudność z logistyką, organizacją całego sprzętu, zespołów, zapewnieniem odpowiednich warunków do grania. Jednak raczej nie myślimy o trudnościach podczas organizacji festiwalu, bo wszystkie trudności to rzeczy, które trzeba pokonać i po prostu cisnąć dalej.

Czego uczy taka organizacja festiwalu?

Uczy przygotowywać się do wszystkiego dużo wcześniej, zawsze brać pod uwagę, że coś może nie wypalić, przewidywać najgorsze scenariusze… choć okazuje się, że te najgorsze jednak nie występują. Dokładności w planowaniu. A co dzięki temu można zyskać? Można spotkać wielu fajnych ludzi, którzy chcą tworzyć, dają czas i energię, nie dostając nic w zamian, tylko dlatego, że coś im się podoba.

Co byś poradził osobom, które chciałyby zorganizować własny festiwal?

Aby zaczynały odpowiednio wcześnie i nie poddawały się po drodze. Dużo pomysłów, dużo rzeczy może nie wypalić, ale niech będą dobrej myśli.

Zawsze się zastanawiałam, co organizatorzy czują zaraz po zakończeniu festiwalu, nad którym pracowali przecież przez większą cześć roku. Smutek, że to już? Radość, że się udało?

Wszystko po trochu. Na początku jest radość, potem smutek, że skończyło się tak szybko, a potem są wnioski – co się udało, co się nie udało, co można poprawić. Główny mój wniosek na ten rok jest taki, że organizację trzeba zacząć jeszcze wcześniej. Drewno na przyszłoroczne ognisko już mamy przygotowane (śmiech).

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

18 − 7 =

Najnowsze od WYWIADY

INACZEJ MÓWIĄC

Powiedzieć inaczej to powiedzieć więcej. Tak zawsze powtarzał mój nauczyciel od polskiego.

POW! POW! KITTY

Mateusz jest moim sąsiadem i dobrym znajomym. Często, przy wspólnych spotkaniach, wspomina

CO POWIE RYBA

Późną jesienią 2011 roku błądząc po Czerwonym Prądniku trafiłem, niby przypadkiem, do

W CO SIĘ BAWI ASIA

Joanna Zabawa – lat, co roku osiemnaście… Dobry duch mieszkający w ścianach
do góry

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com tengag.com moviekillers.com