WOLNE RUCHY JANKA SZPILA

WYWIADY Autor:

Janek Szpil – jeden z gospodarzy i współzałożyciel Ambasady Krakowian. Mówi o sobie: „Krakowiaczek jeden, który postrzega miasto jako spójny organizm, a jego przestrzeń jako dobro należące do wszystkich jego mieszkańców”. Umie jeździć CARGObikiem bez trzymanki oraz stanąć na głowie mówiąc równocześnie: RELAAAKS. Idealny kandydat do wzięcia na spytki przy okazji numeru o ruchu.

Przemek Walocha: Czy Kraków Cię rusza?

Janek Szpil: Bardzo! Jest coś takiego w tym mieście, że chce mi się tu być i działać.

A czy Kraków się porusza?

Jak tkwi w korkach, to ma z tym czasem problem… Ale jak się przesiądzie na rower, to już idzie mu lepiej.

Czyli rowerem najlepiej?

Zdecydowanie!

W takim razie, czy masz jakieś wrogie nastawienie w stosunku do kierowców aut?

Sam jestem kierowcą…

I jak Ci się tu jeździ?

Staram się używać samochodu poza godzinami szczytu, najlepiej omijając powszednie dni tygodnia szerokim łukiem. A jeśli tylko nie muszę używać auta, to wybieram jazdę na rowerze, która w zasadzie pokrywa 90% mojego poruszania się po Krakowie.

Co to jest ruch?

Przewietrzanie, zmiana, przeciwieństwo pozostawania w jednym miejscu. Chociaż czasem utkwienie jest dobre. Dla mnie Kraków jest takim miejscem, w którym z jednej strony poruszam się, ale z drugiej – tkwię. Co zabawne, podróżując często i będąc poza Krakowem, nieustannie zmieniam otoczenie, pozostając dużo bardziej pasywny niż na własnym podwórku. Po prostu: chłonę, podziwiam, akceptuję. A w Krakowie mnie ciągnie, żeby coś robić, udoskonalać i zmieniać.

Czy w takim razie można powiedzieć, że bezruch jest pozytywny i może przynosić satysfakcję?

Tak. Czasem w tym pędzie trzeba się zatrzymać.

Jakie ruchy są ruchami Janka Szpila?

Od strony fizycznej – najczęściej poruszam się na rowerze, czasem biegam, uprawiam jogę – bo joga to zdecydowanie ciekawa forma poruszania ciałem… Ale to, co najczęściej przychodzi mi do głowy, a jest związane ze słowem ruch – to ruchy społeczne, które mam we krwi od dobrych 10 lat. To taki fajny zwrot opisujący ożywienie między ludźmi. Jestem fanem takich niesformalizowanych sposobów działania. Jeśli jest jakaś sprawa, jednoczymy siły i robimy to razem.

A jeśli nie ma sprawy?

Aaa… Zawsze jest jakaś sprawa. Ale jeśli żywcem jej nie ma, to… Wsiadamy na rower i robimy jogę. (śmiech)

Czyli – potrafimy się zjednoczyć w jakiś ruch, kiedy mamy do pokonania problem, ale gorzej ze wspólną celebracją tego, że jest OK.

Może powielę tu pewien szablon, ale to takie polskie jest. Jesteśmy doskonali w zrywach, ruchach, szarżach – sprawdzało się to świetnie w powstaniach, sprawdza się i teraz, jak musimy walczyć ze smogiem. A jak trzeba na spokojnie i długofalowo, perspektywicznie… To już nie wychodzi tak dobrze. Ale Polacy się tego uczą teraz. Tego, że nie tylko „hajda na Wołmontowicze”! To miejsce, w którym rozmawiamy – Ambasada Krakowian – jest właśnie świetnym przykładem takiej nauki. Być może przeciwieństwem tego zwyczaju jaki mamy we krwi, że trzeba zrywem… Niby jest tu tego ruchu bardzo dużo, przewija się wiele osób, pomysłów, projektów, organizacji, akcji, ale sama Ambasada jest miejscem bardzo stabilnym, mając zamiar stabilnym pozostać. I to jest też bardzo fajne. Ostatnio odkrywam stabilność, zatrzymanie i balans pomiędzy zrywami a pokorną pracą u podstaw.

Husaria versus permakultura?

No, nie jestem w stanie sobie wyobrazić życia w Polsce bez naszych romantycznych porywów… Ale długofalowa zmiana wymaga budowania głębokiej relacji miedzy ludźmi, relacji opartej o zaufanie, wspólne cele i działania. Trzeba nauczyć się współpracować z ludźmi, którzy inaczej patrzą na świat, a jednocześnie nie tracić własnych poglądów. A tu pośpiech jest niewskazany…

Pewnie w jodze jest tak, jak i w sztukach walki, a także w różnych dyscyplinach sportu, że wykonywanie pewnych czynności i ćwiczeń wolno jest znacznie trudniejsze niż robienie tego szybko.

Tak. I to świetnie się wszystko łączy. Mówiłem o poruszaniu się, zwolnieniu, budowaniu relacji… No i pojawia się ta permakultura. W Krakowie powstają Ogrody Społeczne, które wyrastają z Ambasady Krakowian i sięgają swoimi zielonymi mackami na Krzemionki, Azory, Prądnik Biały… Tworzenie trwałej zmiany, wymaga czasu, precyzji i skupienia. Nawiązując do tego, co powiedziałeś, takie powolne procesy wymagają kunsztu, nie wspominając o wysiłku. I są znacznie trudniejsze niż skrzykniecie się ze znajomymi na demonstrację.

Reasumując… Poruszajcie się powoli. To taka rada dla tych, co stoją w korkach.

I tu wracamy znów do roweru. Prędkość 20 kilometrów na godzinę daje większą precyzję w poruszaniu się. Dokładnie widzimy, co się dzieje wkoło i możemy lepiej odczuwać otoczenie. Nie jesteśmy zamknięci w blaszanej klatce, przez co możemy łatwiej spotkać w podróży inne osoby, zatrzymać się i pogadać. Czyli… Spieszmy się powoli.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

five × 2 =

Najnowsze od WYWIADY

INACZEJ MÓWIĄC

Powiedzieć inaczej to powiedzieć więcej. Tak zawsze powtarzał mój nauczyciel od polskiego.

POW! POW! KITTY

Mateusz jest moim sąsiadem i dobrym znajomym. Często, przy wspólnych spotkaniach, wspomina

CO POWIE RYBA

Późną jesienią 2011 roku błądząc po Czerwonym Prądniku trafiłem, niby przypadkiem, do

W CO SIĘ BAWI ASIA

Joanna Zabawa – lat, co roku osiemnaście… Dobry duch mieszkający w ścianach
do góry

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com tengag.com moviekillers.com