W CO SIĘ BAWI ASIA

WYWIADY Autor:

Joanna Zabawa – lat, co roku osiemnaście… Dobry duch mieszkający w ścianach przy Stolarskiej 6/9 – mimo nieobecności cielesnej, daje o sobie znać w układzie pomieszczeń, w kuchni, lampach, meblach, kolorach. Wspominamy tym wywiadem jedną z projektantek Ambasady Krakowian.

Adam Partyka: Czym się zajmujesz?

Asia Zabawa: Jestem UX designerem. Zajmuję się projektowaniem interfejsów.

A: A czym się zajmowałaś w trakcie początków Ambasady?

A.Z: Dokładnie tym samym. Też byłam designerem. Zajmowałam się projektowaniem. Pracowałam dla Maker Space z Karoliną Perrin oraz przy innych projektach edukacyjnych. Prowadziłam też agencję muzyczną! To były piękne czasy. Robiłam koncerty, zajmowałam się artystami i… projektowałam Ambasadę.

A: Jak zaczęła się Twoja przygoda z Ambasadą?

A.Z: Znalazłam się w gronie osób, które zaczynały robić Ambasadę tylko dlatego, że potrafiłam prowadzić dobry proces projektowy design thinking. Spotkałam się na Placu Mariackim z gronem osób, które po raz pierwszy zaczynały myśleć o tym, że może byśmy coś wspólnie stworzyli.  Jeszcze nie wiedzieliśmy co ani jak, ale jedno było pewne… zróbmy coś razem! To już było po tym spotkaniu na barce. Tam padł pierwszy pomysł.

A: Możesz powiedzieć coś więcej o spotkaniu na barce?

A.Z: To było spotkanie osób z różnych organizacji pozarządowych. Było to zupełnie przypadkowe i nie planowane. Jak to w Krakowie. Przy piwie. Zaczęły się rozmowy. Zastanawialiśmy się, co by nas mogło łączyć w tym, byśmy byli lepiej zorganizowani. poinformowani i może sobie pomagali? Spotkanie na Placu Mariackim było już takim pierwszym poważnym spotkaniem na ten temat.

A: Jak wyglądały struktury na początku? Czy wszystko było takie grupowe i wspólne?

A.Z: Absolutnie grupowe! Ale to byli zupełnie inni ludzie niż ci, którzy dzisiaj działają w Ambasadzie. Sławek Ptaszkiewicz zaprosił Tedx i Kraków Miastem Rowerów oraz przedstawicieli różnych fundacji. Finalnie te fundacje nawet nie weszły w skład pierwszej Ambasady. Zupełnie inni ludzie dali początek temu miejscu, zupełnie inni ludzie budowali Ambasadę, a zupełnie inni ludzie potem w niej działali i teraz chyba jeszcze inni ludzie ją prowadzą!

A: Czyli w to było zaangażowanych masę ludzi? Na każdych etapach inni?

A.Z: Tak, zupełnie. Pamiętam, że na pierwszych warsztatach oprócz Sławka, Janka, Karoliny Perrin, była też Ewa Spohn, czyli takie osoby które miały duże doświadczenie z organizacjami pozarządowymi. Zaczęliśmy rozrysowywać sobie mapę i na niej  formować wizję. Co możemy porobić w tej przestrzeni? Jakby to mogło działać?

A: Jak wyglądały początki Ambasady?

A.Z: Początki były strasznie fajne. Zaczęło się od szukania miejsca. To była epopeja sama w sobie. Ten Plac Mariacki to był pierwszy pomysł. Okazało, że ze względów prawnych nie jesteśmy w stanie tej przestrzeni wynająć. Później był pomysł przy Małym Rynku, czy w dawnej przychodni lekarskiej. Mieliśmy bardzo dużo różnych opcji. Wszystkie one po kolei odpadały z jakiś przyczyn formalnych. W końcu chyba Sławek znalazł to miejsce przy Stolarskiej. Pamiętam, jak przyszliśmy tu po raz pierwszy. Myślę sobie, że po raz czwarty czy piąty wchodzę w nową przestrzeń. Wszystko znowu i od nowa. Ale poczułam dobre wibracje tutaj. Wiedziałam, że to jest przestrzeń, w której da się coś zrobić.

A: Jak ewoluuje w Twoich oczach Ambasada?

A.Z: Spodziewałam się, że przyjadę po półrocznej nieobecności i zupełnie nie poznam tego miejsca. To jest strasznie fajne przyjechać i odkryć, że jednak to, co zaprojektowałam dalej funkcjonuje, tylko w lekko zmienionej formie. To znaczy, że żyje i jest organicznie.

A: Czy wyobrażasz sobie Ambasadę jakoś za 5 lat?

A.Z: Nie wiem, za ile lat, ale wyobrażam sobie, że Ambasada opanuje większą część budynku łącznie z ogródkiem. A najlepiej, żeby opanowała też kawiarnię i stała się miejscem spotkań towarzyskich oraz pro-miejskich. To byłoby chyba takie moje marzenie Ambasady przyszłości.

A: Czy możesz podać jakieś słowo, które kojarzy się Tobie z Ambasadą?

A.Z: Sześciokąt. Pierwsze, co mi się kojarzy z Ambasadą, to sześciokąt. Ten kształt nas prześladował od samego początku. Było sześć organizacji. Jak rysowałam tą pierwszą mapę, to zawsze wychodził sześciokąt. Było sześć głównych osób, które nad tym pracowały. Licząc rozkład pomieszczeń (liczyłam też korytarz i łazienkę) wychodziło sześć. Stąd się wzięła cała identyfikacja Ambasady oparta o ten kształt.

Kolejne słowo, które od samego początku miałam z tyłu głowy, to była emergencja. Emergencja energii ludzi w tym mieście. Same te organizacje pojedynczo robią dużo, ale gdy się tutaj spotykają i przychodzą na, na przykład, śniadania, to wytwarza się coś czego, by nie było, gdyby te osoby pojawiały się osobno. Więc…

emergencja!

 

Od redakcji: żeby wizja Asi mogła się ziścić potrzebne jest wsparcie społeczności, która od lat buduje się wokół Ambasady Krakowian. Żeby dołączyć do grona Patronów, którzy w tym pomagają trzeba zaglądnąć tutaj: https://patronite.pl/ambasada

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

seven + thirteen =