BO ŚWIAT JEST NASZYM DOMEM

WYWIADY Autor:

Krążą legendy, że Wanda nie chciała Niemca. Nie wiemy, jak to było naprawdę, ale my mamy inną Vandę. Vandę, która chce Kraków. I to nie byle jaki, tylko otwarty na wszystkich – Niemców, Meksykanów, Kenijczyków, Australijczyków i każdego, kto tylko chciałby czuć się tu jak w domu.

Paula: Kiedy przyjechałaś do Krakowa?

Vanda: 2 lata temu. Wkrótce będę miała rocznicę (śmiech).

Od początku myślałaś, żeby działać tu społecznie i w ten sposób zostawiać po sobie ślad w Krakowie?

Faktycznie, gdy jechałam do Krakowa na studia, to chciałam być jak najbardziej aktywna, ale miałam z tym trudności. Nie językowe, bardziej nie wiedziałam, dokąd mam iść i co mam robić, co mogłabym dać innym. Organizacje studenckie mnie nie interesowały, czuję się trochę starsza i chciałam współpracować z gronem osób w różnym wieku.

Gdzie skierowałaś pierwsze kroki w takim razie?

Pierwsze kroki były takie bardziej by accident. Musiałam zrobić praktyki na studiach i znalazłam niechcący Ambasadę Krakowian na Facebooku. Widząc tego Facebooka, tę szatę graficzną, stronę internetową, zdjęcia ludzi, którzy tam działali, pomyślałam, że to może być miejsce dla mnie. Chciałam robić coś z organizacjami pozarządowymi, a nie robić praktyki w korpo czy jakichś firmach.

A robiłaś coś podobnego na Litwie i w Hiszpanii?

Mamy Klub Włóczęgów Wileńskich na Litwie i działałam tam aktywnie, choć bardziej można powiedzieć, że byliśmy podróżnikami. To polska mniejszość narodowa, klub działa od 1924 roku, choć nie pamiętam dokładnie, ale ma stare tradycje i one właśnie nas łączyły. Nasi, powiedzmy przodkowie, włóczędzy, robili niesamowite rzeczy w swoim życiu, wielu z nich napisało o tym książki. No i właśnie działali też społecznie, także nie tylko podróżowaliśmy razem z włóczęgami wileńskimi, ale także robiliśmy różne akcje pomocy dla dzieci, zwierząt, integracji młodzieży, organizowaliśmy różne zajęcia i wydarzenia.

A w Hiszpanii?

Chciałam dołączyć do jakiejś organizacji, ale ciągle było tak trochę „chcę, chcę, ale nie wiem jak”. Nie znałam języka, a z angielskim też nie do końca wszyscy się czują fajnie, sami Hiszpanie na przykład. Pamiętam, że był dzień tych wszystkich organizacji, gdy wyszły na miasto i miały swoje stoiska. Podchodziłam do nich, próbowałam rozmawiać po hiszpańsku, żeby dowiedzieć się, czy mają coś do zaoferowania i nie odnalazłam się w tym. Na tych stoiskach po prostu chcieli pokazać, że istnieją, ale już nie, że są otwarci i kogoś szukają. Minimalnie działałam tam w organizacji Mujeres y el Universo, czyli Kobiety i Wszechświat. Robiłam tłumaczenia na język rosyjski i różne takie rzeczy. Nie mieli mi do zaproponowania więcej niżeli te tłumaczenia i pisanie tekstów w innych językach. Nie było współpracy z ludźmi, dostawałam tylko zlecenia, co mam zrobić. A ja potrzebowałam ludzi, tego kontaktu i dynamiki.

Czy wszędzie problemy, które napotykają cudzoziemcy chętni do działań społecznych, są takie same?

Może nie takie same, ale duże znaczenie ma, na ile ty sam jesteś asertywny i zaangażowany. Czy przychodzisz i mówisz: „weźcie mnie” (śmiech), czy przychodzisz i po prostu patrzysz, czy cię wezmą.

Teraz chcesz wychodzić naprzeciw potrzebom cudzoziemców, którzy chcą działać społecznie w Krakowie i masz pewien projekt…

Idea projektu powstała już rok temu, gdy przyszłam do Ambasady, ale nie wiedziałam do końca, jak on miałby wyglądać poza tym, że miałby zrzeszać obcokrajowców. Obcokrajowcem może być każdy, może być Polak z innego miasta, krakowianin, jak i człowiek, który przyjechał z Kolumbii, Meksyku czy innego zakątka świata. W Ambasadzie chcemy stworzyć taki punkt informacyjny „Pierwsze kroki po Krakowie”. Pozwoliłby on osobom, które przyjechały do Krakowa i chciałyby być aktywne, na znalezienie ludzi, którzy byliby na nich otwarci, którzy stworzyliby pomost dla nich, pomogliby im się odnaleźć i znaleźć działkę, w której mogliby działać. Chciałabym, żeby przyjezdni obcokrajowcy nie działali na zasadzie wolontariatu, który wygląda tak, że przychodzisz, odpracowujesz swoje i wychodzisz, tylko żeby aktywnie tworzyli coś razem, tak jak ja na przykład teraz działam i tworzę Ambasadę Krakowian, bo właśnie tu widzę sens. Mam tu kontakt z ludźmi, jestem przez nich wspierana i motywowana do działania. Czasami mówię o tym „mój projekt”, bo na początku tak było, ale potem zrozumiałam, że sama tego nie zrobię, że nie chcę mieć swojego projektu, tylko projekt wspólny. Chcę angażować – to jest najważniejsze. Każdy, kto będzie chciał podzielić się swoim doświadczeniem, może się w tym odnaleźć. Na razie jest to jeszcze w początkowej fazie, ale docelowo stworzymy grupy robocze, które na spotkaniach będą wspólnie pracować nad grupami docelowymi, kanałami, którymi można do nich dotrzeć, informacjami, które miałyby się znaleźć w informatorze dla przyjezdnych. Chcemy połączyć te wszystkie nasze doświadczenia w jedno doświadczenie usystematyzowane, żeby się nim dzielić i sprawić, by tym, którzy przyjadą tu w przyszłości, było łatwiej. Żeby czuli, że przyjeżdżają do domu (śmiech). Z domu do domu (śmiech). Bo świat jest naszym domem.

A nie jest trochę tak i czy przypadkiem organizacje też nie wychodzą z takiego założenia, przez które może właśnie są zamknięte na obcokrajowców, że jednak trzeba znać problemy i specyfikę miasta, żeby w nim działać? A że takie osoby przyjezdne mogą jeszcze nie być w to wdrożone?

No to właśnie ja to widzę jako zamknięcie. Trzeba otworzyć się na to, że każdy człowiek ma swoje doświadczenie i ludzie, którzy byli aktywni, czy chcieli być aktywni w swoich krajach, mogą zauważyć tutaj rzeczy, których sami byśmy nie zauważyli. Mogą przynieść nowy wiatr, nowe odczucia i wzbogacić to, co było. Ja widzę to tylko jako wzbogacanie jeden drugiego, wspólną naukę i dzielenie się doświadczeniem.

I co ty zauważasz w tym mieście właśnie takim swoim świeżym spojrzeniem?

Wracając do obcokrajowców… Poznałam tu wielu studentów z innych krajów. Większość z nich mówi: „o, jak fajnie, że działasz, też bym chciał”, ale nie robią tego, zamykają się w swoich małych wspólnotach i pytanie, czy w ogóle mają kontakt z Polakami. Boją się, mają jakieś bariery, nie wiedzą, gdzie pójść, a jak już pójdą, to co mieliby tam powiedzieć. Zaczynają więc siedzieć w jednym miejscu i z tego robi się właśnie takie „chciałbym, ale nie robię”. Po kilku latach w Krakowie czy innym mieście, gdzie nie poczuli się przyjęci, bo być może potrzebowali pomocnej ręki, zamykają się i my w tym momencie coś tracimy. Skoro tu mieszkają, to też mogą zauważać pewne problemy tego miasta i mieć pomysły na ich rozwiązanie.

Jak już miałabyś zrobić jakiś projekt z obcokrajowcami, to co by to było? Osoby dłużej mieszkające w Krakowie wciąż mówią na te same tematy: smog, rowery, ekologia. Czy ty dostrzegasz jakieś inne rzeczy?

To niesamowite, ale osoby, które spotkałam nawet tylko jeden raz i które chcą działać w tym projekcie, one już mają swoje idee. Personalnie nie chciałabym robić dużych zmian, chciałabym po prostu widzieć Kraków jako bardziej otwarty, ludzi otwartych na ludzi i widzieć możliwości do współpracy. Gdy przyjeżdżasz do Krakowa i chcesz miło spędzić czas, to możesz pójść napić się piwa, jest couchsurfing, są takie różne rzeczy, ale jeżeli chcesz razem podjąć jakieś działania, to wtedy masz bardziej takie „a dokąd uderzyć”. A chodzi o to, że możesz pracować nawet nie w swojej tematyce, ale nauczyć się dużo i dać coś od siebie. Więc widziałabym bardziej nie tyle pracę nad zmienianiem Krakowa tak od siebie, ale raczej tak jak to widzą sami krakowianie, po prostu działanie razem z nimi. Pierwszym naszym pomysłem jest stworzenie bazy danych. Na ostatnim ambasadowym śniadaniu spotkałam dziewczynę, która jest Polką, ale mało w Polsce spędzała czasu. Zapytała mnie, gdzie mogłaby działać w Krakowie. NGOsów jest mnóstwo, ale dokładnie zrozumieć, kto prowadzi jakie aktywne działania i do kogo można uderzyć, nie jest takie łatwe. Chcielibyśmy stworzyć więc bazę tych wszystkich działań, miejsc, organizacji, żeby było wiadomo, gdzie można pójść, a nie szukać po omacku. Umożliwić networking, szybką wymianę kontaktów. Ta dziewczyna już by chciała się tym zająć (śmiech). Znam tutaj też parę z Ukrainy, która rozwija w Polsce swój biznes, już działa aktywnie i chciałaby podzielić się swoim doświadczeniem z ludźmi, którzy przyjeżdżają i chcą tu mieszkać.

Już taki pierwszy krok w stronę otwarcia na obcokrajowców został poczyniony, bo 2 tygodnie temu odbyło się w Ambasadzie pierwsze śniadanie angielskojęzyczne. Było słychać tylko angielski, czy jeszcze jakieś inne języki?

Cały miks językowy – angielski, polski, rosyjski, hiszpański. Wiele osób przyszło specjalnie na to spotkanie, bo był komunikat, że będzie w języku angielskim. Zazwyczaj mają problem ze znalezieniem ciekawych, kulturalnych wydarzeń, ponieważ nie ma o nich informacji po angielsku, ani o tym, w jakim języku będzie dany event. Jeśli nie znasz polskiego, to bardzo trudno ci się odnaleźć. Poznałam na przykład jedną dziewczynę, która nie wiedziała, że jest w Krakowie Centro Latino i ogromna, naprawdę fajnie działająca społeczność latynoska, do której też mogłaby uderzyć i poczuć się bardziej w domu, nie? (śmiech) Nawiązać bliskie kontakty, porozmawiać w swoim języku. Chciałaby też dzielić się tym swoim językiem z innymi i otrzymywać język polski, a Ambasada Krakowian i ten projekt mogą jej to umożliwić.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

7 − 3 =

Najnowsze od WYWIADY

INACZEJ MÓWIĄC

Powiedzieć inaczej to powiedzieć więcej. Tak zawsze powtarzał mój nauczyciel od polskiego.

POW! POW! KITTY

Mateusz jest moim sąsiadem i dobrym znajomym. Często, przy wspólnych spotkaniach, wspomina

CO POWIE RYBA

Późną jesienią 2011 roku błądząc po Czerwonym Prądniku trafiłem, niby przypadkiem, do

W CO SIĘ BAWI ASIA

Joanna Zabawa – lat, co roku osiemnaście… Dobry duch mieszkający w ścianach
do góry

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com tengag.com moviekillers.com