PRZYWRÓCIĆ DO ŻYCIA…

WYWIADY Autor:

Ewa Chromniak, prezeska na BIS, trenerka organizacji pozarządowych, członkini wielu ciał, w tym kolegialnych. Umawialiśmy się na rozmowę od kilku miesięcy. W zasadzie od samego początku Tygodnika wydawało mi się, że co jak co, ale bez Ewy kolumna Twarze Aktywizmu po prostu będzie niepełna. Bo choć płeć niby słaba, ale pałer w niej ogromny. I w końcu, tuż przed Świętami, udało się.

Przemek Walocha: Co porabiasz ostatnio?

Ewa Chromniak: Ojej… (przewraca oczami) Zwykle tak jest, że proste pytania są dla mnie najgorsze, znacznie łatwiej mi idą odpowiedzi, gdy pada jakiś konkret.

Ostatnio sporo zajmuję się tematem rewitalizacji. Przyglądam się, jak ta rewitalizacja będzie w najbliższym czasie w Polsce robiona, bo wiele samorządów przymierza się obecnie do działań w tym zakresie.

I jak będzie?

Mam nadzieję, że nie tak jak do tej pory, czyli głównie od strony infrastruktury, brukowania ulic i odnawiania zabytków, ale też, że będzie bardzo mocno obecny wątek społeczny, i że organizacje pozarządowe, w ogóle cała ta sfera: ruchy, inicjatywy i mieszkańcy, będą mogli też w procesie rewitalizacji uczestniczyć. Że to jakoś zaistnieje razem i zacznie funkcjonować.

To co to jest ta rewitalizacja, w najprostszych słowach?

Przywracanie bądź nadawanie na nowo życia kwartałom, dzielnicom, częściom miasta, miejscom, gdzie żyją ludzie. Tylko do tej pory często nadużywano tego pojęcia zawężając go do kwestii remontów, modernizacji budynków, generalnie architektury, gdy tymczasem w dużej mierze bardziej chodzi o kwestie społeczno-kulturalne. Tak, żeby te miejsca na nowo tętniły życiem, ludzką aktywnością. Zmiana w myśleniu powinna dotyczyć tego, żeby mieszkańcy nie byli przedmiotami rewitalizacji, tylko jej aktywnymi uczestnikami, którzy dostrzegają swoją rolę w tych procesach, wnoszą swoje pomysły i są jej istotnym potencjałem.

Myślisz, że w Krakowie są jakieś specjalne miejsca, które wymagałyby takiego ożywienia?

Kraków jest dość specyficznym miastem. Sporo się tu dzieje, dużo jest oddolnych inicjatyw, tu sami mieszkańcy podejmują właśnie taką prawdziwą rewitalizację, nie wymuszoną od góry, tylko płynącą z rzeczywistej potrzeby samych zainteresowanych. Ale tak… Myślę, że jest sporo takich miejsc, które wymagałyby głębszego przyjrzenia się i jakiejś pomocy, szczególnie w zakresie tego, żeby mieszkańcy dostrzegli poza swoimi partykularnymi interesami to, że mają wiele wspólnych potrzeb ze swoimi sąsiadami i że tworząc społeczność trzeba wyjść poza ramy swojego ogródka.

A czy nowo powstałe osiedla są wolne od tego problemu?

Trudno wprost odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony to właśnie niby bardziej te stare blokowiska dysponują większą przestrzenią pomiędzy blokami. Było dawniej planowanie, które zakładało sąsiedzką integrację: boiska, place zabaw, skwerki… Ale wydaje mi się, choć zastrzegam, że to moja osobista opinia, że jeśli chodzi o samą koncepcję społeczności lokalnej, to nie ma specjalnej różnicy.

OK… Załóżmy, że ta samoświadomość mieszkańców rośnie, w końcu dostrzegają, co jest do zrobienia, chcą tej oddolnej rewitalizacji, zaczynają działać. Jest pięknie. Ale jest tu też ogromna rola włodarzy, tych, którzy rządzą i administrują. W końcu to oni wydają zgody, robią plany, dysponują budżetami… Po drodze jest biznes, deweloperzy, wykonawcy, a na końcu tego „łańcucha żywieniowego” jesteśmy my, mieszkańcy. I niespecjalnie mamy wpływ na to, jak te budujące się bloki będą wyglądać, czy będą miały odpowiednie między sobą odstępy, czy będzie miejsce na trzepak. Choć tych to się już nie stawia. A szkoda.

No tak, to ciekawe, bo kiedyś okolice trzepaka to było centrum życia osiedlowo-podwórkowego.

W zasadzie można by pomyśleć o takiej rewitalizacji trzepaka.

Świetny pomysł!

Wydaje mi się, że dzieciaki teraz to nawet nie wiedzą, do czego taki trzepak miałby służyć.

A wiesz, że to celna obserwacja. Przecież, na nowych osiedlach trzepaków w ogóle się nie stawia. Ludzie przestali trzepać dywany? Jak to możliwe?

To pewnie syndrom naszych czasów, dywany, których nie da się już odkurzyć, po prostu wyrzuca się na śmietnik.

Ale gdyby zacząć znów stawiać trzepaki, to mieszkańcy pewnie zaczęliby ich używać.

Trzepanie, trzepaniem, ale tam gdzie trzepaki jeszcze są, jakoś nie widać dziecięcych tłumów. Przecież taka zabawa na nim jest niebezpieczna (ironia).

Właśnie. A kiedyś nie była. Można było nawet z niego spaść.

Albo zahaczyć gumę do skakania, jak nie było kworum (śmiech), czyli co najmniej trzech osób.

Ach, nostalgicznie się zrobiło.

To wróćmy do tej rewitalizacji.

Jasne. Poza tym o czym rozmawialiśmy są oczywiście jeszcze inne sprawy. Jest rewitalizacja wsi, małych miast, tam, gdzie nie ma tak jak w większych miastach środowisk aktywistycznych, Rad Pożytku Publicznego.

Ale jest proboszcz i Koło Gospodyń…

Tak. Tam po prostu trzeba innymi metodami takie nadawanie życia osiągać. Takimi zagadnieniami też się zajmujemy, współpracując z samorządami między innymi pod kątem wprowadzania różnych innowacji we współpracy z mieszkańcami.

My, czyli?

BIS – Biuro Inicjatyw Społecznych, czyli fundacja, w której pracuję już osiem lat. Oczywiście zajmujemy się także innymi sprawami, nie tylko rewitalizacją. Jednym z ciekawszych działań jest współtworzenie Federacji Małopolska Pozarządowa.

Czym ona się zajmuje?

To nowa organizacja, która zrzesza grupę małopolskich NGO’sów i ma na celu, oprócz bliższej współpracy, przede wszystkich budowanie pojęcia trzeciego sektora. Tak, aby organizacje pozarządowe nie działały tylko jako pojedyncze podmioty, ale by robiły jak najwięcej wspólnie, żeby prowadziły działania samopomocowe. Tak jak Ambasada Krakowian, gdzie przychodzą różni ludzie, wymieniają się pomysłami i zasobami, a one zataczają różne i coraz większe kręgi, by w efekcie trafić do osób, które bez tego nigdy by się o nich nie dowiedziały. A tak, mogą się przyłączyć, wzbogacić, rozwinąć. I tego typu rozwiązania pragniemy na większą skalę wprowadzić do całego sektora.  Póki co, nie jest to jakaś super liczna grupa, ale mamy nadzieję, że niebawem dołączy więcej organizacji pozarządowych. I właśnie między innymi w tym celu, w dniach od 1 do 3 kwietnia planujemy wyjazd pod nazwą „Weekend z Federacją”. Jego celem jest po pierwsze wspólne pobycie z grupą ludzi, która ją tworzy, a po drugie, żeby zaprosić do współdziałania nowe organizacje, nowe osoby, by je poznać, no i popracować razem nad swoimi kompetencjami. (Więcej tu)

Ale ten wyjazd to nie primaaprilisowy żart?

Nie. Choć zapewniamy dobra atmosferę.

A właśnie, tak nawiązując do tego… Bazując na własnych doświadczeniach, myślisz, że praca w trzecim sektorze to jest dobra zabawa?

Ja pracuję w nim od samego początku swojej kariery zawodowej i przeżywając różne koleje losu, zawsze mnie ta praca bardzo pozytywnie nakręcała. W  trzecim sektorze poza wspomnianą zabawą, jest przede wszystkim poczucie dużej sprawczości. Ale jest też spora odpowiedzialność, zwłaszcza jeśli organizacja zatrudnia pracowników i musi zadbać o to, żeby były na to zawsze odpowiednie środki. To powoduje, że są górki i dołki, między innymi może się trafić i taki czas, w którym natłok zbyt intensywnej i za bardzo zawłaszczającej pracy wymaga chwilowego oddechu, nabrania dystansu, przerwy. I wtedy można stanąć z boku, ochłonąć, zgłodnieć i poszukać nowej energii, tak, aby poza pracą zawodową to rzeczywiście była po prostu świetna zabawa.

 

2 Comments

  1. W ramach ciekawostki: próby rewitalizacji trzepaka miały miejsce i już parę lat temu starano się uczcić jego pamięć! W 2011 Off Festivalowi w Katowicach towarzyszył projekt „Klopsztanga”, który starał się przywrócić światu trzepak poprzez różne działania w przestrzeni miasta i w przestrzeni festiwalowej. http://www.artboomfestival.pl/pl/80/5/101 My, dzisiejsi 30-latkowie, wciąż pamiętamy! 🙂

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

eleven + eight =

Najnowsze od WYWIADY

INACZEJ MÓWIĄC

Powiedzieć inaczej to powiedzieć więcej. Tak zawsze powtarzał mój nauczyciel od polskiego.

POW! POW! KITTY

Mateusz jest moim sąsiadem i dobrym znajomym. Często, przy wspólnych spotkaniach, wspomina

CO POWIE RYBA

Późną jesienią 2011 roku błądząc po Czerwonym Prądniku trafiłem, niby przypadkiem, do

W CO SIĘ BAWI ASIA

Joanna Zabawa – lat, co roku osiemnaście… Dobry duch mieszkający w ścianach
do góry

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com tengag.com moviekillers.com