KRAKÓW – JAKA TO MELODIA?

WYWIADY Autor:

Idę przez Rynek, przechodzę przez Sukiennice w stronę Mickiewicza i co słyszę? O pełnej godzinie oczywiście hejnał. Są też rozmowy ludzi w przeróżnych językach. Gruchanie gołębi. Stukot końskich kopyt. Przejeżdżający wóz policyjny. Śmiechy. Płacze. Śpiewy grajków ulicznych dochodzące gdzieś z daleka. Trzask migawki. I fortepian. A za fortepianem on – Oskar Cenkier.

Paula Raczkowska: Jakie dźwięki kojarzą Ci się z Krakowem?

Oskar Cenkier: Na pewno pierwszym z takich dźwięków będzie hejnał, nie da się uniknąć tego skojarzenia. A tak to ciężko wymienić jakieś konkretne dźwięki. Kraków ma ich bardzo dużo, pod tym kątem jest to niesamowicie barwne miasto.

Myślisz, że jako muzyk słyszysz te dźwięki jakoś inaczej? Czy w ogóle zwracasz na nie uwagę, kiedy idziesz przez miasto?

To chyba nie jest tak bardzo uzależnione od tego, czy jest się muzykiem. Czasem wystarczy przystanąć albo po prostu skupić się na tym wszystkim, co nas otacza i to już przyniesie nam całkiem inne doznania.

A ty tak robisz?

Zdarza mi się, choć ostatnio dosyć rzadko. Nawet jeśli ktoś zajmuje się dźwiękami, muzyką, to w codziennym zabieganiu łatwo przeoczyć coś pięknego. Takie momenty wsłuchiwania się są jednak dobrym sposobem na to, żeby wyodrębnić te dźwięki, które mogą mieć dla nas większą wartość.

Czy miasto może inspirować? Inspirowałeś się kiedyś dźwiękami miasta przy tworzeniu muzyki?

Dźwiękami jako częścią większej całości – na pewno. Z pewnością klimat Krakowa jest w jakiś sposób inspirujący. Dla mnie dosyć ciężki, mroczny. Może akurat w taki dzień jak dzisiaj trudno się z tym zgodzić, jednak nawet przez to słońce i tak przebijają się, przynajmniej dla mnie, ciężkie pierwiastki.

Jakie to są te ciężkie pierwiastki?

No nie powiedziałbym tu o jakimś ołowiu (śmiech)… ale Kraków jak dla mnie emanuje właśnie takim mrokiem. Przytłaczało mnie to, odkąd zamieszkałem w tym mieście i trochę dalej przytłacza, ale ten mrok potrafi również zainspirować w ciekawy sposób.

To jaka muzyka może wyjść z inspiracji takim właśnie mrocznym klimatem Krakowa?

Powiedziałbym, że to się dobrze wpisuje w muzykę, którą ja staram się tworzyć.

Jakbyś ją opisał?

Zawsze mam z tym problem. Stwierdzenie, że to coś wyjątkowego i oryginalnego, jest może w dzisiejszych czasach nadużywane, bo każdy zespół, każdy wykonawca stara się nazwać swoją muzykę nowym gatunkiem, nie umie jej zaszufladkować w obecnych już nurtach. Jest w tym trochę słuszności, ponieważ muzyka bardzo rozrasta się wszerz. Opieranie się tylko na starych nazwach gatunków jest bez sensu.

Widzisz różnicę w muzyce, którą tworzysz w Krakowie, a którą tworzysz w innych miejscach?

W sumie tak. W Bieczu, skąd pochodzę, czasem dopada mnie całkowicie inny klimat niż tutaj. Wciąż pozostaje coś rdzennego dla mnie w tej muzyce, ale przedostaje się do niej znacznie więcej pozytywnych emocji.

Ale przecież Kraków nie jest wcale taki mroczny!

No nie… to jest pewnie indywidualna sprawa, u kogo jakie dźwięki biorą górę.

Jakich dźwięków tobie brakuje w tym mieście?

Powiedziałbym, że czasem brakuje mi braku dźwięków, że tych dźwięków jest wręcz za dużo. Nie wiem, czy jest to cecha wspólna wszystkich większych miast, ale często zdarzają mi się chwile, w których tęsknię za spokojem.

To wtedy korki w uszy i jest cisza.

To nie wystarczy, bo nie o taki brak dźwięków chodzi. Bardziej miałem na myśli ciszę, zza której przebija się szum drzew, dźwięki rzeki, śpiew ptaków… Wszystkie te rzeczy są obecne w Krakowie, ale znacznie trudniej je wydobyć, ponieważ są przygniatane przez inne dźwięki.

Poza hejnałem takim głównym dźwiękiem kojarzącym mi się z Krakowem są dźwięki fortepianu dochodzące z Sukiennic. Czujesz, że tworzysz coś takiego trochę symbolicznego dla tego miasta? Coś, co ludzie mogą utożsamiać z Krakowem?

Zdarza mi się grać na fortepianie w Sukiennicach, ale nie jestem tu jedynym pianistą. Ciężko mi stawiać to, co gram, w roli jakiegoś symbolu… Są to dźwięki pochodzące ode mnie, ale przechodzące już jakby przez ten filtr Krakowa.

Co zazwyczaj grasz?

Improwizuję. To jak dla mnie najlepszy sposób, żeby przekazać to, co we mnie siedzi.

Miałeś jakieś ciekawe historie ze słuchaczami w roli głównej?

Taką dosyć normalną reakcją jest to, że ludzie słysząc mnie, uśmiechają się, nawet zatrzymują czasem, żeby posłuchać dłużej. To jest bardzo miłe i potrafi podnieść na duchu. Czasami widzę, że ludzie wchodzą specjalnie, żeby posłuchać i czekają aż skończę, żeby ze mną porozmawiać. Zdarzyło się, że ktoś zaproponował mi pracę u siebie w hotelu w Hiszpanii. Najważniejszą dla mnie historią jest jednak spotkanie mojej najwierniejszej fanki, która stwierdziła, że taka muzyka nie może się gdzieś zmarnować w próżni i że zrobi wszystko, żebym wydał płytę, zasponsoruje mi ją… Nawet nie wiem, jakich słów mam użyć, żeby opisać tę historię. Myślałem, że takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach. W tym momencie już prawie kończę materiał na płytę.

Myślisz, że w Krakowie i w ogóle na świecie muzyka klasyczna ma jeszcze wzięcie?

Muzyka klasyczna stała się jakby trochę elitarna. Już sama nazwa „muzyka klasyczna” lub „muzyka poważna” nie do końca oddaje to, czym była w momencie tworzenia. Uważam, że wiele można by pozmieniać w nazewnictwie muzycznym. Taki na przykład termin „muzyka rozrywkowa”… Jest zbyt szeroki.

Gdzie jeszcze można usłyszeć twoją muzykę?

Przede wszystkim na koncertach zespołów, w których gram. Staram się grać tyle, ile tylko daję radę. Jestem absolutnym fanatykiem i bez muzyki usycham. Gram między innymi w zespołach Haermit, Ottershy, tworzę też własne kompozycje.

A jeśli chodzi o muzykę uliczną… to to, co można usłyszeć na krakowskich ulicach, jest dobre?

Już same przepisy, które pozwalają grać muzykom w obrębie chociażby Starego Miasta, dokonują pewnej selekcji. To już nie te czasy, kiedy można było po prostu siąść z gitarą na krawężniku na Floriańskiej i grać. Teraz przepuszczani są tylko ci dobrzy muzycy, tylko ludzie z konkretnym programem. To ma swoje dobre, ale też złe strony, bo trochę zabija spontaniczność takiego ulicznego grania.

Czy można powiedzieć, że każde miasto ma jakąś inną melodię?

Niektóre miasta wręcz nie mają melodii. Nie każde jest tak ciekawe jak na przykład Kraków. On zdecydowanie ma swoją melodię.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

four + 11 =

Najnowsze od WYWIADY

INACZEJ MÓWIĄC

Powiedzieć inaczej to powiedzieć więcej. Tak zawsze powtarzał mój nauczyciel od polskiego.

POW! POW! KITTY

Mateusz jest moim sąsiadem i dobrym znajomym. Często, przy wspólnych spotkaniach, wspomina

CO POWIE RYBA

Późną jesienią 2011 roku błądząc po Czerwonym Prądniku trafiłem, niby przypadkiem, do

W CO SIĘ BAWI ASIA

Joanna Zabawa – lat, co roku osiemnaście… Dobry duch mieszkający w ścianach
do góry

Powered by themekiller.com anime4online.com animextoon.com apk4phone.com tengag.com moviekillers.com