INACZEJ MÓWIĄC

WYWIADY Autor:

Powiedzieć inaczej to powiedzieć więcej. Tak zawsze powtarzał mój nauczyciel od polskiego. Nie rozumiałam tego, dopóki nie poznałam Mateusza Chmielarza – księgarza z pasją. Czytanie książek zmieniło jego sposób budowania narracji w wypowiedziach. W bajeczny, pełen słów sposób zaprowadza nas do świata księgarni i opowiada o tym, jak wygląda jego praca i z czym zmagają się księgarze każdego dnia.

Lara Malan Woodgate: Czy wąchasz książki?

Mateusz Chmielarz: Robię to bardzo często, wąchanie książek jest uzależniające. Nie lubię zapachów wielkich albumów, leksykonów, które się dawniej pojawiały. Są tworzone na papierze kredowym, a on tak nieprzyjemnie pachnie…

W takim razie, skoro wąchasz książki, to czy do tego jeszcze oceniasz je po okładce?

To też robię. Nie zatrudniają nas w księgarni tylko dlatego, że uwielbiamy książki. Okładka to olbrzymi atut przy sprzedaży. Zostawia to olbrzymie pole do tego, aby prezentować na witrynie te książki, które są ładniejsze, ciekawsze lub kontrowersyjne i przyciągają uwagę. Lubię na przykład książki Kundery. Są wydawane w minimalistyczny, jaskrawy sposób…  Podobają mi się też reportaże z wydawnictwa Czarnego. Mają świetne zdjęcia na okładkach. Gdy zaczynałem przygodę z reportażem, wybierałem książki właśnie po okładkach.

Czy okładki mają wpływ na to jak dystrybuujesz książki w księgarni?

Jest spora grupa autorów, wydawnictw, które tak czy siak się sprzedadzą i jeśli nawet okładka będzie beznadziejna, to ludzie przyjdą i ją kupią. W naszej księgarni witryna jest bardzo cenna. Mamy ją od ulicy Krupniczej i chcemy się chwalić tym, co mamy na półkach. Czasem wychodzę przed księgarnię żeby odetchnąć. Oglądam sobie wtedy witrynę i widzę, że często zatrzymują się przy niej ludzie. Zdarza mi się zapytać przechodniów, czy wszystko na tej witrynie jest ok i czy się podoba.

Co wtedy z reguły mówią ludzie?

Ludzie są tak mili, że nigdy nie mówią, że coś jest źle. Książka to generalnie piękny przedmiot! Lubię mieć książki na półce, oglądać je i zerkać do nich od czasu do czasu.

Pracujesz w księgarni językowej, czym się sugerujecie, gdy rozmieszczacie książki na półkach? Jak podejmujecie decyzje, co gdzie powinno się znajdować?

Zanim ludzie dotrą do książek językowych, które są na samym końcu pomieszczenia, muszą najpierw minąć dużą ilość innych bardzo ciekawych pozycji. Dzięki temu zwiększamy szanse, że oprócz tematyki językowej klienci zakupią coś jeszcze. Staramy się zmienić profil naszej księgarni. Chcemy też zarabiać na literaturze, którą lubimy. To nie jest tak, że czytamy tylko podręczniki do angielskiego. Wyznajemy zasadę, że nie sprzedajemy tego, co nam się nie podoba. Nie potrafimy kłamać, więc nie wciskamy ludziom książek, które uznajemy za słabe.

Możesz sobie pożyczać książki z księgarni?

Nie wiem, czy mogę, ale to robię. Nie mamy z tym problemów w księgarni, uważamy to za nasze prawo, żeby pożyczyć sobie książkę, bo chcemy ją poznać, zobaczyć. Nie wszystko da się w ciągu dnia zrobić. Głupio by było, gdybyśmy zaniechali codziennych obowiązków w księgarni, rozsiedli się na fotelach i zaczęli sobie czytać. Więc zabieramy książki do domu, zobaczyć, jak wyglądają.

Dlaczego zdecydowałeś się na pracę w księgarni?

Odkąd pamiętam, to rodzice kupowali książki i razem ze mną czytali. Mam mnóstwo związanych z tym wspomnień. Gdy byłem na studiach, jeden z moich najlepszych przyjaciół pracował w księgarni w Tarnowie. Potrzebowali akurat pomocy na sezon. Zgodziłem się. Potem w tej samej sieci zaproponowali mi, czy nie chciałbym pracować w Krakowie. Skoro już tam studiowałem, zgodziłem się po raz drugi. Podoba mi się to. Otaczam się książkami i mogę o nich rozmawiać z klientami.

Właśnie, kontakt z klientem też jest ciekawym tematem.

(śmiech) Trochę nienaturalny ten kontakt. Bo my jesteśmy bardzo bezpośredni, nie uznajemy takiego sztywnego etosu, jak jest na przykład w niektórych wielkich sieciach. Podchodzimy na serio do klienta, na takiej zasadzie, że trochę jesteśmy jego kumplami, tak jakbyśmy chcieli normalnie sobie pogadać o książkach. Ciężko jest zaczepić kogoś na przystanku i powiedzieć ej, hej, pogadamy o tej nowej książce, co to wyszła? Saundersa, 10 grudnia, podobała ci się? Myślisz, że wystarczająco kpił Saunders z tego jak wygląda teraz świat? (śmiech) Tak się nie robi. Ale w księgarni możesz tak zrobić.

Dużo mówisz o klientach, często słyszę ach, ten mnie wkurzył… Miałeś jakąś taką sytuację, która siedzi tobie teraz w głowie?

Najbardziej wkurzają mnie ludzie, którzy przychodzą do księgarni i nie rozumieją tak naprawdę, czym jest księgarnia. Strasznie irytują mnie ci, którzy myślą że księgarnie to są sklepy wielobranżowe, w których możesz kupić wszystko. Czasem pojawiają się pytania: Czy sprzedajecie w księgarni foremki do muffinek, albo piłki do tenisa? Co więcej! Pytano mnie kiedyś o pokrowiec na skuter! Długo o tym myślałem i pewnego dnia zobaczyłem, że jest taki dystrybutor pokrowców skuterów, który nazywa się też Oxford. Rozumiem w jakimś tam stopniu logikę faceta, który przyszedł zapytać, ale przeszedł przez całą księgarnię i otoczony książkami zadał pytanie czy przypadkiem nie ma tu jakiegoś kąta z pokrowcami na skutery!

Jeśli zaczną przychodzić prawdziwi czytelnicy, nie zacznie być tak, że księgarnie zaczną się stawać nieopłacalne? Nie bez powodu dane sieciówki ewoluują w danym kierunku.

Głęboko wierzę w to, że jak ma się dobry pomysł, to księgarnia się utrzyma tylko ze sprzedaży książek, tylko trzeba mieć super pomysł. Wierzę w to, że pewnego dnia i ja będę mógł stworzyć taką księgarnię. Chciałbym pokazać, że da się stworzyć piękne miejsce inaczej, w kreatywny sposób. Ludzie sprzedają absurdalne rzeczy i zarabiają na tym! Więc dlaczego księgarnie miałyby się nie utrzymać ze sprzedaży książek?  To jest jakieś kłamstwo w ogóle, to jest pójście na łatwiznę po prostu, mówienie, że Polacy nie czytają książek, to sprzedawajmy talerze, bo wszyscy używają talerzy – to jest głupie. Trzeba po prostu wykazać odrobinę woli. To jest kwestia podejścia, nie tego, że książka jest towarem trudnym w sprzedaży.

Księgarnia „Wrzenie Świata” w Warszawie jest dobrym przykładem, jak z księgarni można uczynić całą instytucję z przybudówkami. Szczygieł i Tochman wokół genialnego miejsca stworzyli Faktyczny Dom Kultury, Instytut Reportażu, Polską Szkołę Reportażu. Oni pokazują, że się da, tylko trzeba pracy i pasji.

Czy praca w księgarni zmieniła jakoś twoją perspektywę na otaczający cię świat?

Na pewno zacząłem dużo więcej czytać książek. Dzięki temu staję się trochę lepszym człowiekiem. Bardziej otwartym, mam większy dystans do wielu spraw. Ludzie kojarzą mnie jako charakterystyczną osobę, przez to, że mam taki sposób bycia, albo trochę inaczej czasami mówię, ubieram coś w słowa, albo mam większy sarkazm, albo większe poczucie humoru. To wszystko płynie z tego, że po prostu czytam więcej książek. Praca z klientem, mimo że czasem mnie denerwuje, sprawia, że poznaję więcej ludzi, nie mogę mieć gorszych dni i wyżywać się na kimś. Nauczyłem się również mnóstwo cierpliwości w pracy z ludźmi.

Mateusza Chmielarza możecie spotkać w księgarni Polanglo. Jeśli szukacie osoby z pasją, która może wam doradzić, to szukajcie właśnie tam.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

four × one =