MIASTECZKO KRK

MIASTO Autor:

Jak się okazało, Kraków to stan umysłu. Tu wszystko jest zabytkiem. Każdy kościół, pomnik czy ulica. Tu by szkołę wyremontować, trzeba zgody konserwatora zabytków, który odtworzy ze starych zdjęć każdą pękniętą płytkę na podłodze. Tu stawia się pomniki świniom, żeby wyśmiać pomniki psów i sów otoczone dziesiątkami tablic upamiętniających wszystko. Kapliczki będą zabytkami i kamieniczki nimi będą, a kiedy przyjdą podpalić dom niebieskich motyli i zielonych węży – Zakrzówek – powiemy, że to taki sam zabytek jak Wawel i Sukiennice.

Nagle okazuje się, że my sami stajemy się żywymi zabytkami, pokrywamy się kurzem jak stare księgi bibliotek i rdzą jak stare rzeźby. Będziemy robić wszystko, by być krakowscy jeszcze bardziej. Będziemy narzekać, że 20 minut od Rynku to już w zasadzie tereny podmiejskie, w które nie ma już jak się zapuszczać, będziemy debatować, gdzie są granice Krakowa i czy Nowa Huta to czasem nie oddzielna miejscowość, „po drugiej stronie Wisły“ to dla nas właściwie wsie i łąki, a w skrajnych przypadkach zgubimy się poza obrębem Plant. Z wiarą będziemy mówić o krakowskim pochodzeniu i z szacunkiem wypowiadać lokalne słowa. Będziemy się dziwić, że ktoś stoi za rogiem, skoro widzimy, że za winklem, a jak ma płytki zamiast fliz, to po prostu nie będziemy się odzywać. Jak szkoła to tylko ta najstarsza, co to król Sobieski do niej chodził i nawet Kinga Duda, ale nie wspomniemy słowem, ze i lewaczka Peszek stąpała tym korytarzem. Będziemy cieszyć się z napisów „Hutin Puj“, nie zwracając uwagi, że goście zza wschodniej granicy i tak nie czują się tu dobrze. Będziemy dzielnie powtarzać, że „ciężko wyjść z domu i nikogo nie spotkać“, a w okolicy 1 kwietnia, że już ruszają z odbudową Szkieletora, co powtórzymy jeszcze w sierpniu i listopadzie. Nie widzieliśmy nigdy maczety, ale będziemy mówić, że w Krakowie to na każdej ulicy gardło poderżną. Wisła tak brudna, że radioaktywna, a powietrze można kroić na kawałki. Pomaszerujemy – z jednej strony Rynku za aborcją, z drugiej przeciw, niech się dzieje. I będziemy się krzywić. Kąciki ust tak nisko, że Azjaci będą podchodzić do nas na ulicy, by poprawić nam humor. Będziemy głośno narzekać na władzę, która za każdą kadencją będzie taka sama. Żeby podkreślić tradycję, wyciągniemy zabytki – roztrzęsione tramwaje, a krakowiaki schowamy, niech będzie klimat. Będziemy biegać z wernisażu do teatru i od czasu do czasu wspomnimy, że „przecież czasy performatyki nastały już dawno“. I mamy ulubioną wegeknajpkę, chociaż wolimy wygrzebać co nieco ze śmietnika na Rybitwach i dać to na grupę krakowskiego freeganizmu. Najlepiej nie dotykać niczego, najlepiej zalakierować i przykryć folią, niech fermentuje.

Słyszałem już, że Kraków płynie w moich żyłach zamiast krwi. Zamiast krwinek białych i czerwonych malutkie obwarzanki i barbakany zanurzone w Wiśle. Że jestem staroświecki, nie ogarniam aplikacji, wszystko bym chciał na żywo i za rzadko mówię „XD“ jak na swój wiek. Ale, jak się okazuje, trzeba być krakowskim jeszcze bardziej, bo krakowianie mają zasady, które ich nimi czynią. My nie siedzimy za biurkiem, tylko w przestrzeni coworkingowej, my już w ogóle rezygnujemy z etatu, by być freelancerami i zakładać startupy. Jesteśmy dumni, bo nie oceniamy, ale czasem fala hejtu się nie zatrzyma. No bo jak to tak nie znać zasad i moralności, chętnie nawrócimy. Nie wiemy nic o niczym, ale niepytani powiemy na pewno, co myślimy o wszelkiej działalności, a jak się okaże, że rozmówca zajmuje się na co dzień ogłupianiem innych, rzucimy niedbale „nie zatrudniłbym cię w swojej firmie“ (cóż z tego, że jej nie mamy) i pójdziemy bawić się gdzie indziej.

Więc może czasem trzeba wziąć głęboki oddech i nabrać dystansu, żeby Kraków nie stał się miasteczkiem, a wygłaszane nieustannie głupiomądre slogany nie zepsuły na zewnątrz wizji o naszym mieście. I pewnie wielu z nas – pomimo podróży, o których chętnie opowiadamy – przydałaby się szersza perspektywa, by pokazać sobą prawdziwą wartość i nie tworzyć przy tym stereotypów. Bo powoli określenie „typowo krakowski” staje się obraźliwe, a to wstyd dla nas, którzy robimy co w naszej mocy, żeby tak się nie stało. Więc apeluję: świeżość umysłu ponad wszystko, nie pleśniejmy z zabytkami.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

15 + 14 =