TATO W KRAKOWIE

Ambasada Krakowian/MIASTO Autor:

tato

Kiedyś byłem fotografem, dziś jestem tatą.

Trzeba by było być niezłym megalomanem, żeby stwierdzić, że to, co zostawię po sobie w zakresie fotografii portretowej, aktu, dokumentu, będzie jakimś znaczącym śladem po pobycie na tej planecie. Pewnie 15 lat temu mógłbym nawet popełnić taką wypowiedź. Pewnie jeszcze rok temu mógłbym pomyśleć, że idea jaka przyświeca nam tworząc Ambasadę Krakowian, przetrwa pokolenia i będzie pamiętana. Od 4 tygodni dobitnie doświadczam faktu, że są ważne i ważniejsze sprawy. Mania wielkości została wyparta przez całkiem malutką sprawkę. Najmniejszą i jednocześnie najważniejszą. Jest nią 4 kilo człowieka – całkiem nowiutka krakowianka – Zosia. Moja Córka.

Obserwacje i frustracje.

Ledwo toto przyszło na świat, zacząłem obserwować, jak zmienia się moje podejście do Krakowa. Że drzwi do windy za wąskie, że do banku na Rynku nie da się wjechać wózkiem, że do Ambasady najlepiej się wybrać z dzieciątkiem w chuście, bo 2. piętro bez windy to spora bariera. Że Lasek Wolski to nie to samo, co Puszcza Karpacka. Że w końcu przyjdzie jesień i będzie smogo-smok królował w przestrzeni powietrznej Królewskiego Stołecznego Miasta. A tak małych masek antysmogowych nie widziałem. I od razu chciałbym to wszystko naprawiać. Jedyny szkopuł w tym, że nie mam już czasu na naprawianie. Bo jak tu się skupić, żeby napisać coś błyskotliwego o tegorocznym Budżecie Obywatelskim, gdy kolka wydziera z płuc młodej śpiewaczki operowej arie, na rejestrach przekraczających ludzkie zrozumienie, nie wspominając o odporności na pękanie szkliwa na zębach.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

12 + 17 =